w obiektywie

  • Wspomnienie lata - co tam w sierpniu

    headersierpien2015

    Dziś wyciągnęliśmy z pudeł czapki, szale i rękawiczki. Dwa stopnie za oknem i śnieg wali w oczy, kurza twarz! Chociaż tyle dobrze, że wszystkich kasztanów nie sprzątnęli nam w parku sprzed nosa, choć walka była zacięta, a groźne spojrzenia latały w powietrzu jak noże. Jesień rozkręca się na całego i z tej okazji odkurza Matka letnie wspomnienia.

  • Ahoj, tam, na morzu!

    header morskie opowiesci

    Szumi w muszelkach poupychanych gdzieś w szufladach, w oszlifowanych szkiełkach, w szarych gładkich kamykach. Kusi zapachem smażonej flądry, nęci smakiem gofrów z bitą śmietaną, woła głosem tego pana, co to niestrudzenie maszeruje tam i z powrotem, taszcząc wory gorącej kukurydzy i orzeszków w karmelu. Wzywa krzykiem mew, zupełnie już rozbestwionych o zachodzie słońca. Morze.

  • Always a good idea - Londyn z dziećmi

    londyn z dziećmi

    Jedźcie do Londynu z dziećmi. Serio, jedźcie. Zupełnie inne jest miasto z dziecięcej perspektywy, inne ścieżki wydeptujemy i na inne rzeczy patrzymy z podziwem. 

  • Bieszczady u progu jesieni

    header bieszczady

    Bieszczady – wiadomo – każdy ma własne, dla każdego są czymś innym. No więc nastał czas, żeby i bachory spuścić tam ze smyczy, żeby rykami przepłoszyć wszelką zwierzynę w promieniu trzech kilometrów, żeby zerwać wszystkie kwiaty, wspiąć się na każdy pieniek i wpaść do każdej koleiny z błotem. Pojechaliśmy z nimi pierwszy raz, ale wiemy już, że pojedziemy znowu i znowu. Chyba że zdemolujemy te Bieszczady całkiem i więcej już nas nie wpuszczą.

  • Co tam w czerwcu

    headerczerwiec

    W czerwcu wypełzliśmy z domu na dobre i wracamy do niego tylko na chwileczkę, na spanie właściwie. Szlajamy się po różnych miejscach brudnych i piaszczystych (no dobra, szlajamy się też po hipsterskich krakowskich knajpach, choć od dawna jesteśmy za starzy i za grubi na hipsterów). Precel odkrył magię patyków, które w jego rękach zmieniają się w różnoraką broń białą. Kluska ciągle kokietuje ślimaki i robaki – za wyjątkiem much, tych z niezrozumiałych przyczyn boi się śmiertelnie. Fajny był czerwiec.

  • Co tam w czerwcu

    headerczerwiec2015

    Okruchy czerwca pachną truskawkami i lemoniadą z ukochanego kubka, brzmią wkręcającą się w ucho melodią karuzeli i wierszykami na przedszkolnych przedstawieniach.

  • Co tam w grudniu

    headergrudzien

    W grudniu był śnieg przez dwa dni. Słownie: dwa. Piździło, a i owszem. Deszczem zacinało. Ale zawsze jakoś powyżej zera. Potwory, przymuszone tymi okolicznościami do domowych harców, dawały nam nieźle popalić. Kadrów jakoś niezbyt wiele, bo Matka zmuszona była do różnorakich czynności interwencyjnych - ot, chociażby wydłubywania pół kilograma żołędzi z odpływu bidetu. Cholerne dary jesieni. Jest za to Dusiołek w naturalnym środowisku każdego kota, jakie niewątpliwie stanowi kartonowe pudło.

  • Co tam w kwietniu 2014

    headerkwiecien2014

    Kwietniowy odcinek sponsoruje literka 'K' jak kalosze. Odkryciem miesiąca są niewątpliwie ślimaki, pająki i robaki. Kluska je głaszcze. Staramy się, żeby skutek nie był śmiertelny. Odkryliśmy także, że rekiny młoty bardzo lubią ciasto czekoladowe. Poziomki przetrwały zimę na tarasie i nawet zakwitły, choć bardzo się staramy zapodlewać je na amen.

  • Co tam w lipcu

    headerlipiec

    Nasze miesięczne fotopodsumowania cieszą się wzięciem na blogasku, więc Matka posypuje głowę popiołem za to opóźnienie. Ale nastąpił Armageddon. Zaczął się niewinnie, nowym aparatem. Nowy aparat taki piękny, taki czarny, żąda od Matki sformatowania wszystkich kart pamięci. No to formatujemy i archiwizujemy. I jakoś w tym procesie zniknęły prawie wszystkie zdjęcia z lipca.

  • Co tam w listopadzie

    headerlistopad2014

    Listopad zaczął się z grubej rury pewnymi Bardzo Ważnymi Urodzinami. A potem powoli, małymi krokami nadchodziły zimowe chłody i dni coraz krótsze, i potwory coraz bardziej rozbrykane, coraz mniej wybiegane. Były ostatnie poziomki na balkonie i ostatnie przejażdżki na hulajnodze. Rozpoczęliśmy więc sezon deszczowo-muzealno-kawiarniany, analizując dzieła sztuki i siorbiąc gorącą czekoladę niczym rasowi członkowie miejskiej bohemy. 

  • Co tam w lutym

    headerluty

    Mór, pogrom i plagi egipskie, czyli urodzaj śpików, nocne kaszlenie i okazjonalne upojne godziny spędzone w poczekalniach. Książki czytaliśmy, puzzle układaliśmy i jeździliśmy Batmobilem. Kluska, czyli Panna Lisia Kita, odkryła plasterkowanie - nową formę body artu polegającą na artystycznych aranżacjach przyklejonych plastrów. Zużywa paczkę dziennie. Precel sam przeżywa pierwsze prawdziwie głębokie młodzieńcze rozterki - kowboje, ninja cz Jedi? Wybór niemożliwy.

  • Co tam w maju

    headermaj

    W maju graliśmy w nową grę pt. "Ile truskawek potwór może na raz wepchnąć do ust zanim dostanie odruchu wymiotnego". Kluska rozgadała się na dobre i nie daje nam żyć, bo japa jej się nie zamyka. Szczególnie jest to przyjemne o 5 rano. Precel przestał zajmować się tylko i wyłącznie piratami i łaskawszym okiem spojrzał na wulkany i dinozaury. Dusioł zaś wszedł z Preclem w komitywę, ewidentnie przeklasyfikowując go z "to małe, ruchliwe i śmierdzące" na "najwyraźniej jakaś wersja moich dorosłych niewolników, przy pewnej dozie wysiłku da się wytresować do miziania".

  • Co tam w maju

    ksiazki dla dzieci

    Szaleństwo! Szaleństwo było w maju! Potwory właściwie wyprowadziły się z domu, zamieszkując na przemian plac zabaw i plażę.

  • Co tam w marcu 2014

    headermarzec2014

    W marcu działo się, oj działo. Precel nauczył się hamować na hulajnodze i nie nauczył się korzystać z lupy. Kluska nauczyła się odróżniać ładne kamyki od brzydkich i nie oduczyła się pisać po ścianach, dłoniach, krzesłach, stołach, stopach, kanapach... Gwarka w śląskim zoo nauczyliśmy mówić 'warzywo'. Dlaczego warzywo? Cóż, niezbadane są tory, po których płyną myśli Precla.

  • Co tam w październiku

    header pazdziernik2014

    Jesień obchodziła się z nami łaskawie, z nieba ciągle zamiast deszczu leciały tylko liście i kasztany. Precel przez tydzień zmagał się z trudną sztuką pedałowania, po czym dwukołowiec został jego najlepszym przyjacielem. Teraz nawet do wietnamskiej knajpy przecznicę od domu musimy jechać na rowerze. Kluska uprawiała kasztanowe zbieractwo i polowała na parkowe wiewiórki. Za sprawą Ojca w domu zagościł Doomtown, a wraz z nim zainteresowanie kwestią kowbojską. Musiała Matka opowiadać o Jesse Jamesie i o tym, że nieładnie jest strzelać komuś w plecy. Był też przedszkolny bal przebierańców, na którym pojawiła się Catwoman w towarzystwie pirato-zombika. Tego drugiego nie udało się uwiecznić fotograficznie, bo zbyt szybko biegał wrzeszcząc „Brains! Brains!”. Fajny był październik.

  • Co tam w październiku

    headerpazdziernik2015

    W październiku powoli kończyło się rumakowanie – potwory nauczyły się odmieniać słowo „smog” przez wszystkie przypadki i przeszliśmy z trybu brykania zewnętrznego na brykanie domowe. Poziom stresu w organizmie matki oraz ilość spożywanej kawy zwyczajowo zwiększa się w tym okresie.

  • Co tam w sierpniu

    headersierpien

    Zapóźnieni jesteśmy z tymi miesięcznymi fotopodsumowaniami, że głowa mała. Ale cóż począć, skoro w sierpniu znów nas nie było w domu - byliśmy za to tam, gdzie żyją dzikie stwory. Znaczy na plaży, na lodach i na polach koniczyny. Kluska odkryła nowe hobby, czyli photobombing plenerów ślubnych (zaliczyła dwa na Bernatce i trzy na Rynku), Precel opatentował zaś wyłudzanie gorącej czekolady na zmarznięte dziecko, które przez godzinę walczyło z fontanną. Ponadto zagościli u nas Żółw Ninja i Kobieta Dywan z morderczymi szczypcami. Uwierzycie, że nie mieliśmy nawet czasu grać na Playstation? W głowie się nie mieści.

  • Co tam w styczniu

    headerstyczen

    W styczniu zdarzyło się parę rzeczy niespodziewanych. Po pierwsze spadł śnieg i utrzymał się aż dwa dni. Śnieg w zimie?! Kto to widział, do czego to dochodzi, świat schodzi na psy! Na szczęście wkrótce się roztopił i brodziliśmy po pachy w błocku, więc z narażeniem zdrowia psychicznego decydowaliśmy się często na zabawy domowe. Po drugie spontanicznie wyruszyliśmy na narty, o czym mogliście się przekonać tutaj. Po trzecie wreszcie po raz pierwszy od czterech lat wyfrunęła Matka z gniazda, pozostawiając Ojca sam na sam z pisklętami, na - fanfary - jedną (słownie: jedną) noc. Wszyscy przetrwali w stanie względnie nienaruszonym, zaś efektem tej wyprawy jest garść fotek z Lucerny, które Matka wrzuciła na końcu tego wpisu. Ojciec natychmiast wypowiedział słowa głębokiego uznania dla fotograficznego kunsztu ukochanej małżonki, określając fotki jako "beznadziejne smuty".

  • Co tam we wrześniu

    headerwrzesien

    We wrześniu różne rzeczy leciały z nieba - głównie kasztany, żołędzie i liście, choć okazjonalnie też deszcz. Domykaliśmy lato ostatnimi śniadaniami na trawie, ostatnimi watami cukrowymi w zoo i ostatnimi lodami (no dobra, to kłamstwo, lody wtranżalamy cały rok). Potwory zrobiły się jakieś spolegliwsze, mniej rozbuchane i rozwrzeszczane, mniej popychające i szczypiące. Zaliczyliśmy ostatnie wakacyjne wojaże (tutaj) i zjechaliśmy na dobre do grodu Kraka, zaliczając jesienne eventy kulturalne i łudząc się, że bachory się od tego uwrażliwią. Buhaha, dobre sobie.

  • Czemu nie?

    header maj2016

    Jak matka była mała, to chciała zostać astronautką. Myślicie, że się jeszcze uda? Na program kosmiczny to już chyba się załapać nie da rady, ale jest jeszcze kilka lat, żeby zarobić kilkanaście milionów i polecieć komercyjnie. Tymczasem bachory też już mają swoje wizje. Precel to by został Iron Manem, alternatrywnie policjantem, bo się ma własny radiowóz i gwizdek. Kluska jest nieco bardziej niestała w uczuciach. Niegdyś pragnęła być straszliwą pirtatką, Fioletową Płastugą. Póżniej kapitanem statku. Potem primabaleriną. A Matka myśli sobie - czemu nie?

  • Czwarte Preclourodziny

    headerpreclourodziny

    Cztery lata temu lekarka patrzy w monitor ze sztucznym uśmiechem, który Matki nie uspakaja ani odrobinę. Precel jest spóźniony już dwa tygodnie, do tego wielki, a wód płodowych mało. W Święto Zmarłych niech pani lepiej nie rodzi, dobrze? Jakby Matka miała w tej kwestii coś do powiedzenia! Precel był uparty już w życiu płodowym i nie wygląda na to, żeby miał się kiedykolwiek zmienić.

  • Czwarte urodziny Kluskozaura

    header 4 kluskourodziny

    Nie wiadomo do końca jak to się stało. Ogólnie to wydaje nam się, że chyba w nocy, bo przecież inaczej z pewnością zauważylibyśmy, że pod naszym dachem zaszły jakieś owidiuszowskie przemiany. Więc pewnikiem jakiejś nocy nie zwróciliśmy uwagi, że z pokoju Potworów bije tęczowa łuna i słychać rżenie jednorożców. A fakt, że ktoś nam tego naszego małego bachora zabrał i w jego miejsce pojawiła się jakaś roześmiana, rozśpiewana, wirująca wkoło panna, zupełnie nam umknął. 

  • Dinovember returns

    headerNEW

    Uwaga uwaga! Pytaliście, co dalej z naszym dinozaurowym listopadem - to macie aktualizację. Nowe przygody jurajskich rozbójników. Double the action, triple the excitement! Jeśli czytaliście już początek, to zapraszamy od razu do nowej sekcji na dole.

  • Drugie Urodziny Kluskozaura

    Urodziny kluskozaura header 

    Były – minęły i z niejakim przerażeniem zdaliśmy sobie sprawę, że Kluskozaur trolluje nas już dwa lata. Zebrało się nam więc na wspominki – ale Matka ostrzega lojalnie, że nie znajdziecie u nas wynurzeń w stulu „o jejku, moja tyci tyci dzidziunia juś taka duzia, taka ścićna, jak ten czas szybko minął!”

  • Fotostory - test aparatu dziecięcego

    header test aparatu

    Kiedy Precel dostał na trzecie urodziny aparat, byliśmy oczywiście przekonani, że oto Ansel Adams spotkał Annie Leibovitz i teraz nic już w życiu nie będziemy musieli robić, grzejąc się w blasku jego talentu. I te wizje wspaniałe zostały przez niewdzięcznika ciśnięte w kąt razem z aparatem mniej więcej 5 minut po wyjęciu go z pudełka.