w restauracji

  • Muffinki sowy, czyli jak chujowa pani domu może zabłysnąć na szkolnym kiermaszu wypieków

    header babeczki

    Dziś na blogu rzecz niebywała - przepis. Tak, oczy was nie mylą. W ponad trzyletniej historii matczynej pisaniny taki ewenement zdarzył się poprzednio jedynie raz.  Ale cóż zrobić - mnóstwo razy pytaliście o nasze sowie babeczki, które z narażeniem życia i zdrowia piekła Matka na jesienny kiermasz szkolny. Oto i one!

  • Najlepsze kasztany są na Targu Śniadaniowym

    header targ

    Dziś pierwszy raz poszliśmy na Targ Śniadaniowy. I wstyd, i hańba, że wcześniej nas tam nie było. Niby miało padać, ale po wakacyjnych doświadczeniach nie straszna nam żadna pogoda. Nażarliśmy się po uszy, zwłaszcza Kluska – legendarna istota o ośmiu żołądkach. W drodze do domu oglądała się jeszcze za siebie, podśpiewując „makaronik, makaronik”.

  • Szama mama - gdzie zjeść z dzieckiem w Krakowie

    header szama

    Taka sytuacja - restauracja. Bachor pokrzykuje, ciągnie za rękaw, biega między stolikami, wysypuje zawartość solniczki, jedzenie mu spada, picie się wylało. Znacie te zniesmaczone spojrzenia obsługi i ciche, acz oburzone poszeptywanie sąsiednich stolików? No to zaczynamy nowy cykl na blogasku - gdzie zjeść z dziećmi fajnie, smacznie i wyjść z tego bez szwanku?

  • Szama mama 2, czyli gdzie zjeść z dzieckiem w Krakowie: Big Red Bustaurant i Pierre

    hearerszama2

    Szama Mama to nasz cykl o tym, gdzie w Krakowie zjeść z dziećmi fajnie, smacznie i wyjść z tego bez szwanku. Dziś polecamy dwa lokale z przeciwnych stron kanału La Manche - brytyjski Big Red Bustaurant i francuski Pierre. W obu miejscach bywamy regularnie - dobrze karmią i nie denerwują się, kiedy bachory narobią wokół siebie syfu niczym rasowe prosiaki. Czyli za każdym razem.

  • Szama mama 3, czyli gdzie zjeść z dzieckiem w Krakowie: Makaroniarnia i U Francesco

    headerszama3

    Szama Mama to nasz cykl o tym, gdzie w Krakowie zjeść z dziećmi fajnie, smacznie i wyjść z tego bez szwanku. Dziś po włosku - najpierw makaron, potem pyszne lody.

  • Szama mama 4, czyli gdzie zjeść z dzieckiem w Krakowie: Konfederacka 4 i Focha 52

    headerszama3

    Szama Mama to nasz cykl o tym, gdzie w Krakowie zjeść z dziećmi fajnie, smacznie i wyjść z tego bez szwanku. Dziś polecamy dwa lokale, które łączy fajna atmosfera i... adres w nazwie. Ale przede wszystkim to, że można porzucić Potwory samym sobie i w spokoju sączyć kawę.

  • Szama mama 5, czyli gdzie zjeść z dzieckiem w Krakowie: Glonojad i Hurry Curry

    headerszamamama5

    Dawno nic nie pisaliśmy o tym, w jakich krakowskich restauracjach dobrze się bywa z nieletnimi potworami. Część z Was mogła zapewne dojść do – jakże mylnego – wrażenia, że Matka przestała się starać o tytuł Chujowej Pani Domu i zaczęła coś gotować. Otóż nie, po prostu sezon na dobre rzeczy się rozkręcił, więc czasem zamiast obiadu rzucamy na stół kilo bobu czy czereśni i wszyscy są z tego bardzo zadowoleni. Tymczasem jest parę miejsc, które polecić warto. Dziś restauracja wegetariańska Glonojad i hinduskie Hurry Curry.

  • Szama mama 6, czyli gdzie zjeść z dzieckiem w Krakowie: Le Pizzette di Rebecca i Good Lood

    header pizzetka

    Doszły Matkę słuchy, że jacyś turyści z nieletnimi potworami szukali ostatnio knajpy w Krakowie i przy pomocy automatycznego tłumacza buszowali po ohanowym cyklu Szama Mama. No kurde, sława międzynarodowa, puchnie Matka z dumy niczym kluska na parze, nic tylko ją makiem posypać! Idąc za ciosem tej nadspodziewanej zagranicznej popularności oraz w głębokim przekonaniu, że za chwilę zadzwoni Harrison Ford z pytaniem, gdzie można zjeść dobrą pizzę i lody, przygotowała Matka nowe propozycje – Le Pizzette di Rebecca oraz Good Lood. Smacznego!

  • Szama Mama 7, czyli gdzie zjeść z dzieckiem w Krakowie: Blossom i Pino Garnen

    header szama7

    Ostatnio straszliwie się książki rozpanoszyły na blogu, ale książkami się człowiek nie naje, co nie? (Jeśli jecie książki, to nie przyznawajcie się proszę, pozwólcie Matce żyć w błogiej nieświadomości). Powie Wam Matka w tajemnicy, że u nas w domu to się człowiek w ogóle raczej nie naje, bo w lodówce znaleźć można głownie światło i parówki. No, może kiedy Babcia robi nalot, wtedy przez dwa dni opływamy w luksusy. Jednak na co dzień luksusy musimy sobie, wybaczcie żargon konporacyjny, outsoursować. No to siup - dawno nie było nic o miejscach, które uświetniamy naszymi skromnymi osobami oraz naszymi skromnymi bachorami o ośmiu żołądkach. Dziś dwie miejscówki poza głównym szlakiem.